W tym roku zaokienna brzydota wyjątkowo długo i intensywnie daje o sobie znać. Aparat się kurzy, z nosa kapie, myśli rozbiegane. Angielski miałem szlifować… – gdzie tam! Rano brakuje weny by dźwignąć się z łóżka, za dnia sił do pracy i prozaicznych czynności, co dopiero mówić o wkuwaniu czegokolwiek/gdziekolwiek. Wieczorami jest szał… Poza wkółkowym oglądaniem...





